Po prostu to co dotyczyło banderyzmu z przeszłości jest prawdą (i Kreml tu akurat kłamać nie musiał, wystarczyło, że u siebie przypominał, choć sam miał na sumieniu Katyń, Charków, Miednoje i masę mordów Polaków, jak ten z lat 1937-1938 na ich terytorium i wywózki do łagrów).Napoleon pisze: Wróćmy do początku. Co miało być celem działań Nawrockiego? Czy ten cel został spełniony? Czy łatwiej będzie go spełnić po tej awanturze?
Bo ja uważam, że nie. Co więcej, ta awantura sprawiła, że narracja Kremla została przyjęta bez zastrzeżeń przez prawą stronę naszej sceny politycznej. O Ukrainie zaczyna ona mówić "po rosyjsku". To sukces Kremla, a Nawrocki do tego sukcesu się bardzo przyczynił. Każda rzecz na tym świecie ma swą cenę - za to dopiero będziemy płacić.
Ta "amunicja" w ogóle byłaby nieskuteczna, gdyby Ukraińcy chcieli "rozliczyć" Wołyń znacznie wcześniej - pozwalając naszym na większą skalę znaleźć, zidentyfikować i pochować ofiary szybciej. Gdyby Zełeński bardzo głośno przyznał, że to co zrobili ich dziadowie było okrutne i złe, zyskałby wiele w oczach całego Zachodu, bo uznaliby w UE, że Ukraińcy demokratyzują się szybciej. Wytrąciłby też argumenty Kremlowi mówiąc - "my dziś rozumujemy inaczej, przyjmujemy wartości Zachodu jako swoje, od decyzji OUN UPA z 1943 r. się odcinamy, dlatego wybierzemy za wzór bohaterów niekontrowersyjnych". Ale przypuszczam, że Zełeński naraziłby się bardzo wielu facetom z ukraińskiej armii (i dowódcom), którzy mogli mieć właśnie dziadów bezpośrednio zaangażowanych w Wołyń. Może bać się na serio, by mu jakiegoś zamachu "swoi" nie wykręcili.
Dlatego skupił się teraz na "pośrednich gestach" - takich jak pozwolenie na ekshumacje. Ale bez naszego protestu - wszystko miałoby dalej ślimacze tempo jak do niedawna.