Kpt.G pisze:Nieee.. nie... Francji nie...nie... Wolę mieć okręt gotowy do walki niż żeby ładnie wyglądał.....
No to gdzie ?
Przecież w początku lat 30-stych Anglicy ustawiali się do nas bokiem, bo byliśmy sojusznikiem Francji. A im chodziło o równowagę na kontynencie.
W USA
Stocznie stały, wielki kryzys w pełni, może udałoby się wynegocjować jakąś zniżkę.
Mniejsza co ja myślę o amerykańskich okrętach, ale jeśli by się zapłaciło to by zrobili. W końcu czemu nie. Nawet mimo "metryczności" okrętu. W końcu Ryśka przerobili w czasie wojny to tu też by dali radę ( tak swoją drogą to są jakieś zapiski Francuzów klnących po wojnie jak ja niedawno przy próbie odkręcenie śruby z łbem pół cala, z którego oczkowa 13 się ześlizgiwała, a 12 nie właziła... ).
Tylko oczywiście drobiazg skąd wziąć pieniądze....
Historia jest najlepszą nauczycielką życia, bo
Jeszcze nigdy, nikogo, niczego nie nauczyła.
Kpt.G pisze:
Z inszej beczki/fantazji
SMS Derfflinger przetrwał Wielką Wojnę, po różnych perypetiach, zostaje oddany, (a co mi tam) przez Brytyjczyków na zasadzie "najmu", RP wraz z dużym zapasem amunicji do niego. Okręt służy w PMW jako "ORP Władysław Jagiełło", po paru latach okręt zostaje wykupiony za "symboliczną" tonę złota. W roku 1932 postanowiono dokonać remontu i modernizacji okrętu w stoczniach brytyjskich, którzy zaoferowali około 1,5 miliona funtów pożyczki, modernizacja ma objąć:
Jak wiedzę moje fantazjowanie ileś tam lat temu nie było bezpodstawne. Tyle, że ja wybrałem nowszy SMS Hindenburg, ale to szczegół. W warunkach Polski modernizacja zapewne poszłaby w kierunku zwiększenia opancerzenia i obrony plot, nawet kosztem prędkości i zasięgu (na Bałtyku mało istotne, a ew. przeciwnicy też raczej mocno "powolni").
Moje "fantazje" kiedyś obejmowały też okręty ex.rosyjskie. Naturalnym wyborem jest to co zostało w Bizercie, ale to zbyt oczywiste. Najciekawsza moim zdaniem opcja to zdobycie przez Brytyjczyków Riurika a następnie przekazanie go Polsce. W latach 30. chcemy go unowocześnić, przebudowujemy siłownię i wstawiamy jednolitą artylerię główną, np. 234 mm. Z przebudową na Wyspach raczej nie będzie problemów bo wszak to okręt Made in England.
Ostatnio zmieniony 2015-07-17, 23:11 przez Adam, łącznie zmieniany 1 raz.
Adam pisze:...Najciekawsza moim zdaniem opcja to zdobycie przez Brytyjczyków Riurika a następnie przekazanie go Polsce. W latach 30. chcemy go unowocześnić, przebudowujemy siłownię i wstawiamy jednolitą artylerię główną, np. 232 mm...
A może wrzucamy nowe ośmiocalówki ?
Wieże ze śródokręcia wymieniamy 1:1. Natomiast na dziobie i rufie dajemy wieże potrójne. Kaliber mniejszy niż proponujesz, ale za to mamy salwę burtową równą typom Myoko, Takao i Pensacola. Jest więc czym postraszyć.
W ramach oszczędności można kupić wieże u Jankesów i wzmocnić im opancerzenie.
Ludzkość dzieli się na trzy części.
Żywych, zmarłych i tych co na morzu.
OK, pomysł dobry, ale zapomniałem dodać, że przebudowa zakłada tylko artylerię główną w osi symetrii okrętu. 8 cali może być, 9,2 cala jest o tyle ciekawe, że było tego pełno w arsenałach i działo uchodziło za nadzwyczaj udane. Obie opcje do wzięcia, problemem może być brak trójdziałowych wież 8 calowych. Tak czy inaczej można tym "straszyć" nawet "pancerniki kieszonkowe".
Wiesz, poważnie już myślałem o wysadzeniu.
Tylko koszty mnie przerażały. TO była śruba ( jedna z 4 ) mocująca kamerę o wartości katalogowej 25 tys + VAT ( tak dwadzieścia pięc tysięcy z ogonkiem + VAT )
Łeb śruby w tulei, także francuzem nie podejdziesz. Płaskim też. Tylko nasadka oczkowa. Do tego taki w wersji 6 ściennej nie wchodził, tylko mysiał mieć cieńsze ścianki i oczka małe. A ten się zeźlizgiwał, bo gwint przyrdzewiał.
W końcu rozwierciłem, potem jakoś okręciłem te resztki śrub i tu druga niespodzianka. Skok gwintu taki, że u nas nie kupisz.
Ściągnięcie śrub z USA, to w sumie taniej kupić od razu zasilacz z uchwytem ( ~3 tys + VAT )
W końcu rozwierciłem gwinty i wsadziłem śruby na wylot z nakrętkami. Działa
Ale ile to zajęło... Coś co jak masz narzędzia to robisz jakieś pół godziny zajęło mi ze 2 dni ( włącznie z szukaniem materiałów ), do tego podnośnik koszowy itd.
A teraz sobie wyobraź że ciągle na coś takiego się nadziewasz. CO prawda na okręcie można sobie jakby co dorobić jakieś narzędzie, ale ciągle produkować klucz?
Historia jest najlepszą nauczycielką życia, bo
Jeszcze nigdy, nikogo, niczego nie nauczyła.
To ja jestem ciekaw co to było z francuzami (chodzi o okręty) jeśli chodzi o remonty na wyspach i u wuja sama..
A z naszymi Orłem i Burzą, też jakby z innej "miorki".
"Jesteś UPIERDLIWY!" Nie.. ja jestem Ciekawy i drążę niektóre interesujące mnie tematy.. a że zadaję dużo pytań? "Kto pyta nie błądzi" głosi powiedzenie.
Jakże daleko z Domu do Morza!
Myślę, że stocznie spokojnie sobie z tym radziły, wszak masa statków handlowych (które też regularnie gościły w stoczniach) była budowana w systemie metrycznym. Po prostu dla stoczniowców nie było to chyba nic nadzwyczajnego. Może w arsenałach były już jakieś istotniejsze problemy, bo z metrycznym uzbrojeniem pewnie mieli rzadziej do czynienia. Choć tu też są pytania o adaptowane wzory uzbrojenia które projektowano jako metryczne - daleko nie szukając: Oerlikony i Boforsy.
Stocznie jakoś sobie radziły. Boforsy były adaptowane, ale pom-pomy były bardzo podobne w kalibrze i pewnie pomocne we wdrożeniu produkcji masowej.
Jednak Ryśkowi rozwiercili lufy 15-sto calówek.
Przy naszych okrętach pozostaje pytanie o zakres remontów.
Ludzkość dzieli się na trzy części.
Żywych, zmarłych i tych co na morzu.