Inna sprawa jaka mnie zastanawia to dodawanie niemal przydomku "dwójkarz". Jak rozumiem ma to wg używającego wydźwięk jednoznacznie pejoratywny. Coś jak TW, podczas gdy o ile się nie mylę dwójka to coś o ile nie zupełnie to przeważnie całkiem innego.
Odniosę się też do dwóch kwestii tj. do możliwości wykrycia samolotu przez peryskop. Teoretycznie jest to możliwe i pewnie się zdarzało na wojnie, ale nie dałbym temu sposobowi nawet 50% skuteczności. Druga sprawa to precyzyjne, błyskawiczne naprowadzanie lotnictwa. Nawet dziś różnie to bywa, a przy poziomie technologicznym z okresu początku DWS to nie byłbym pewny czy nastąpiłoby to szybko i precyzyjnie. ponadto jedyną szansą dla samolotu jest zauważenie wynurzonego OP lub peryskopu. Zauważenie tego drugiego to naprawdę nie jest łatwa sztuka i tak naprawdę mocno zależy od warunków hydrometeorologicznych. W zanurzeniu Orzeł był całkowicie bezpieczny jeśli chodzi o lotnictwo.
Grom jak Borowiak
Re: Grom jak Borowiak
To co dla innych jest brzegiem morza, dla marynarza jest brzegiem lądu.
Re: Grom jak Borowiak
Marmik, pamiętasz atak "Dzika" na tankowiec "Carnaro"? Romanowski dostrzegł przez peryskop hydroplany typu "Cant" , zanim zaatakował.
Re: Grom jak Borowiak
Oczywiście o ile faktycznie te Canty tam były
. Nie twierdzę, że to niemożliwe. Wręcz przeciwnie, z niewielkiej odległości niskolecący bez problemu będzie widoczny, ale jako wczesne ostrzeganie to bardziej polegałbym na obserwatorze na kiosku z lornetką w łapach i na szybkim zanurzeniu.
To co dla innych jest brzegiem morza, dla marynarza jest brzegiem lądu.
Re: Grom jak Borowiak
Jeszcze chyba Sopoćko w "Patrolach Orła" podawał, że pod Norwegią wykrył peryskopem samolot i ledwo schował "szparag" na czas pod wodę. No i Kłopotowski chyba też miał takie wspominki. Ale wachta faktycznie jest pewniejsza - o ile dobrze obserwuje. "Orzeł" zanurzył się na czas przed nadlatującym samolotem norweskim przy ataku na RdJ.